Marzę sobie i śnię o tej mojej hacjendzie, ale wiem że muszę jeszcze wykazać się cierpliwością. I mimo wszystko, mimo że szalenie tęsknię, to uważam, że ma to swoje też dobre strony...
Ja jestem choleryk, nerwus. Chciałabym mieć wszystko na skinienie palca! Tu i teraz! Natychmiast!
A obecna sytuacja uczy mnie trochę pokory... spokoju.. trzeźwego spojrzenia na świat...
Noooo... z tym trzeźwym spojrzeniem to nie zawsze mi wychodzi najlepiej, bo mój folder na komputerze pięknie nazwany "Inspiracje Ogrodowe" pomału zaczyna pękać w szwach i na pewno nie ma to nic wspólnego z tą trzeźwością umysłu, kiedy właśnie ostatnio zamarzyła mi się wanna wbudowana w taras ;p takie małe domowe spa ;p hehehe, no cóż, marzenia marzeniami a tu dzieje się życie realne które mnie niestety ogranicza... i fizycznie, i psychicznie, a mianowicie 13 lutego bieżącego roku zostałam oficjalnie ograniczona ;D
ale nie bójcie się... tylko od strony nowo wybudowanej drogi...
wygląda to teraz oficjalnie tak:
w lewo od wjazdu... plac ma granice tak jak myślałam, tam był stary murek od dawnych chyba szklarni, więc tego mi nie uszczknęli... ale z padoku już niestety przepisowe parę metrów od drogi :/ i nie powiem, jak na moje oko trochę za dużo... mogli mi jeszcze trochę powierzchni zostawić ;p
na prawo od wjazdu też sytuacja taka sobie, bo też mi trochę powierzchni ucięli. no nic... to ścięte drzewo miało być granicą. ale mogli już wbić słupki bardziej z tego drugiego boku drzewa niż od mojej strony.. wiecie... na takiej małej powierzchni, to te parę cm robi już różnicę. ale pomyślałam sobie, że zrobię sobie takie trochę ażurowe ogrodzenie, bo po prostu betonowe słupki i 2 albo 3 deski w poprzek, a za to od strony ulicy "zasadzę" sobie zupełnie niechcący krzaczory, co by mnie trochę zasłaniały... wiecie, jakiś bez czy inne pospolite krzaki, które mimo wszystko będą zdobić a nie szpecić. zresztą tak czy tak i tak myślę, że tym poboczem to i ja się będę więcej zajmować niż odpowiednie służby porządkowe, wiec wolę zrobić to estetycznie.









