piątek, 17 października 2014

jak będę chciała mieszkać...

tak, trzeba mieć marzenia... więc dzisiaj uwolniłam trochę moją fantazję i pozwoliłam sobie stworzyć projekt Mojego Domu. Ponieważ mam do dyspozycji tylko określoną powierzchnię i pewne wytyczne, pomyślałam sobie , że połączę moją część mieszkalną z domkiem letniskowym...

ale wszystko po kolei... na mojej działce stoi teraz szopka. ponieważ wioska jest w całości zabytkowa, więc nie wolno tu dowolnie sobie robić co się chce... w tym także stawiania budynków. więc tylko dlatego, że stoi tu ta szopka mogę  starać się o jej "remont" i postawienie w tym miejscu domu. oczywiście pod nadzorem i wg wytycznych konserwatora zabytków. owa budowla nie jest duża... nie pamiętam dokładnie jej wymiarów, ale coś ok 5x13 jakoś tak. szału nie ma, ale może być ;d mogę się za to piąć w górę, ale tylko z poddaszem użytkowym...
więc na dole byłaby kuchnia, ubikacja, salon i jakiś taki pokój-biuro. na górze łazienka z wanną, sypialnia i jakiś pokój gościnny, garderoba itd. itp


obok mojej szopki stoi kolejna rozwalająca się szopka. ona nie istnieje jako budynek, ale pomyślałam sobie, ze fajnie by było zrobić tam coś w stylu małej kuchni letniej, domku letniskowego, coś dla gości. taki mały kwadraciak. na dole mini salon z kuchnią a na górze pokój gościnny.




na zdjęciach pokazałam najlepiej jak potrafiłam miejsce szopek pod domek letniskowy i jej usytuowanie względem mojego przyszłego domu...


 no więc wymyśliłam sobie, że skoro te 2 budynki będą stały blisko siebie, to fajnie by było je czymś połączyć. no i tak powstał plan tarasu łączącego pierwsze piętra (a raczej poddasza) obu budynków. goście będą mogli z niego korzystać i ja również. a pod tym tarasem widokowym (mam nadzieję, że będzie można już z tej wysokości oglądać zachodzące słońce nad zalewem) przy ścianie domku letniskowego będzie zbudowany grill a obok oczywiście stół, krzesła itd. takie miejsce do posiedzenia i odpoczynku.
taras chciałabym żeby był też połączony na dachu, tzn żeby szedł sobie taki tylko pseudo daszek nad tarasem, żeby tam jakieś kwiatki powiesić, może jakąś zasłonkę od słońca... no nie wiem. taką miałam fantazję ;p

a oto efekt końcowy. sam wygląd domu będzie pewnie ewoluował, ale wiem, że na pewno będzie z czerwonej cegły i będzie bardzo prosty... :)


a wokół domu oczywiście kwiaty, ziółka, krzaki, drzewka... 


a tu kilka znalezionych na necie inspiracji domowych...








:) 

kuracja wzmacniająca nerki...

No to mam już za sobą kolejną dawkę jesiennego oczyszczania i wzmacniania organizmu. tym razem poszły w ruch nerki... bo "zimne nerki to zimny organizm" jak powiada moje guru ziołowe - p.Stefania Korżawska...

taki oto skład mieszanki:
-ziele ruty 50g
-liść szałwii 50g
-znamię kukurydzy 50g
zadbał o to, bym co godzinkę biegała do kibelka ;p
Ale mimo wszystko czuję się wyśmienicie, mam nadzieję, że chociaż trochę podreperowałam organizm, bo u mnie nerki trochę kuleją... :/ przy pierwszych mroźniejszych dniach odczuwam niestety ich obecność :/

Ruta poprawia krążenie. Po więcej informacji zapraszam tu: https://hipokrates2012.wordpress.com/2013/10/03/o-rucie/

Szałwia i zmamię kukurydzy wzmacniają nerki i odprowadzają wodę.

czwartek, 9 października 2014

jesień...

heh... jesień złota polska. a u mnie złota niemiecka... ;p bo ja na obczyźnie... ależ  mnie ciągnie z powrotem... popatrzeć na mój ogródek... na moje niedawno jeszcze zapełnione grządki...
miałam posadzić sobie swój czosnek... :/
a i przed wyjazdem zapomniałam/nie zdążyłam/wypadło mi z głowy żeby wsadzić cebulki... a mam przecież i zeszłoroczne... i w tym roku dokupiłam sobie ... narcyzy, hiacynty, krokusy... :(
ale może się zmobilizuję i przyjadę w międzyczasie...
tu jest tyle głogu! a ja się u mnie w okolicy naszukałam i prawie nic nie znalazłam! muszę wybrać się tutaj na szaber i przywieźć sobie ile się da! :) i tarninę znalazłam ;D
nie mam co wstawiać... nie wiem co tam u moich roślinek... czy się rozwijają... czy je tam coś podjada... czy walczą o przetrwanie z chwastami...
tęskno mi... ale mam nadzieje że Moje Małe Miejsce Na Ziemi się na mnie nie obrazi...:/

ale mam za to książki ogrodnicze ze sobą... czerpię inspiracje stąd gdzie jestem... przeglądam blogi... podpatruję innych... czytam, buszuję, podglądam... by na wiosnę znowu ruszyć pełną parą!


Pozdrawiam!