piątek, 16 maja 2014

prace ziemne i przyziemne...

ależ było moje super zaskoczenie gdy w poniedziałek wjeżdżam na posesję, a tam zorane :) pan zdążył wjechać i mi ogarnąć to pole jeszcze zanim nastały te gwałtowne ulewy :)



teraz tylko przejechać kultywatorem i za szopą odsłoniło się naprawę fajny kawałek pola :)







poza tym miałam normalnie bojowe zadanie! po raz pierwszy w życiu kosiłam trawę tą taką kosiarką żyłkową! a co tam ;p najpierw oczywiście zostałam gruntownie przeszkolona co i jak.
najbardziej zależało mi na ogarnięciu tych wisienek... bo tam rośnie cała masa tych "lian". oplatają roślinę zabierając jej całe światło i pewnie składniki z gleby też. musiałam je na razie podciąć wyżej, żeby nie nadziać się na jakieś kamienie w ziemi i nie rozwalić sobie sprzętu :/ za niedługo ogarnę i powyzbieram to co tam wystaje i wejdę jeszcze raz z kosiarką. a potem chcę położyć agrowłókninę, żeby to cholerstwo nie odrastało. a kiedy będę miała czas, to postaram się to jakoś wytępić...




i w ten oto sposób na działce wygląda trochę przyjemniej ;p




:)

1 komentarz:

  1. no siostra! jestem pełna podziwu. ty jesteś człowiekiem czynu!

    OdpowiedzUsuń