latem zaczęłam już tam trochę porządkować... ogarnianie niewielkiego terenu, przygotowanie go na ogród raczej taki reprezentacyjny. oczywiście ziemia była jeszcze państwowa, ale w mojej głowie już była moja ;D
no cóż...marzenia to trochę niebezpieczna rzecz... trzeba najpierw miliony razy je sobie przemyśleć, bo mają to do siebie, że co niektóre naprawdę się sprawdzają :) więc ostrożnie z tym diabelstwem ;p
widoki od strony ulicy... na pierwszym planie "moje" terytorium. na całej działce było kilku użytkowników, więc moja działalność była ograniczona do tego kawałka z samego szczytu.
płotek kwiatkowy własnoręcznej produkcji - efekt mojej inwencji twórczej i szukania natchnienia w internecie :) wujek google jak zwykle mnie nie zawiódł :P
rabatka kwiatowa z jeszcze mizernie wyglądającym kopcem, który miał być skalniakiem... no coooo... dopracujemy to jeszcze :P
nasz fajowy żywopłot :) niezawodna wiklina...
moje wariacje z kwiatami...
no i ostatni wymysł tego lata...
a potem było już tylko koszenie... podlewanie... podlewanie... koszenie.... podlewanie... podlewanie... koszenie... itd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz