sobota, 22 marca 2014

wtorek, 18 marca 2014

płot - smaczny i naturalny :)

pochwale się wam, co mi ostatnio w duszy gra... :)
jako że na dworze jest wstrętnie, ja jestem przeziębiona, to mam czas na snucie planów, przemyślenie marzeń itd. i coraz bardziej dojrzewa we mnie taka wizja na płoty...


na długiej ścianie placu posadziłabym sobie gruszki i jabłka pod taką postacią...

I II

wariant 1 będzie od razu gęściejszy, ale za to wariant 2 pochłonie mniej drzewek...





a na długiej stronie pastwiska od strony pola sąsiada takie coś... tam rosłyby czereśnie i śliwki, i może jakieś inne pestkowce... na dole za to obsadziłabym to jakimiś krzaczkami owocowymi... porzeczki... maliny... agrest... może winogrono...




wiem, że to wszystko potrzebuje trochę czasu żeby urosnąć... wiem, że to trzeba formować... ale co tam :) spróbować można :) a jak wyjdzie to będzie najprzepyszniejsza granica działki :)


ps. owocki zabezpieczę oczywiście przed zjedzeniem ich w hurtowej ilości przez konie ;p

co do odmian i ilości drzewek jeszcze nie mam wyrobionego zdania... cała granica placu będzie miała ok 50m, a granica przy pastwisku ok 82m. nie wiem, czy całość będę chciała obsadzić w ten sposób i czy na pewno tu będą gruszki i jabłka a tu pozostałe pestkowce. ale idea jest jak najnardziej smaczna :)

wyobrażacie sobie, jak będzie fantastycznie po skończonej jeździe poraczyć się rumianą gruszeczką albo jabłuszkiemmmm....?

ah rozmarzyłam się.... :)





ale tam będzie fajnie :)

niedziela, 16 marca 2014

porządków na placu ciąg dalszy .......

 a w ogóle to w środę i czwartek to oprócz ekscesów z wjazdami i krawężnikami to bardzo dużo udało mi się zrobić...

w środę powycinałam w sumie już praktycznie do końca sitowie. pozgrabiałam w kupki. najchętniej to bym w ogóle w cholerę popaliła cały ten teren ale boję się, że w końcu ogień będzie nie do opanowania :/ w sumie na zdjęciach widać dalej burdelownik, ale wierzcie mi na słowo, ze wygląda już o niebo lepiej... pokazuje się już czarna ziemia, teren pomału przesycha...

 




w czwartek za to popaliłam to co pozgrabiałam, czyli trawę i sitowie, a do tego co jakiś czas dokładałam jeszcze gałęzie. żeby ich też trochę ubywało...

poza tym poobcinałam gałęzie w krzaczorach przy drodze... stan jeszcze przed obcinaniem. jakoś wyleciało mi z głowy zrobienie zdjęcia po. powycinałam w sumie wszystkie gałęzie, które rosły na bok, w poziomie. oczyściłam to wszystko z suchych pędów. zostanie mi jeszcze tylko ciachnąć je trochę , żeby nie były takie wielkie. więc będę musiała kiedyś poprosić jeszcze sąsiada, żeby mi skrócił przynajmniej te najwyższe drzewa. bo potem to już w ogóle mogę nie móc z nimi nic zrobić. bo będą za duże/stare i będę musiała sie o pozwolenia starać... na zdjęciu pierwszym to co widać na pierwszym planie będzie zasiane trawką i rabatkami kwiatkowymi. a na zdjęciu drugim widać placyk, gdzie stanie drewutnia i może jakiś taki składzik na narzędzia, jakaś pracownia gospodarcza i miejsce na samochód, przyczepkę i w przyszłości może jakiś traktor ;D




i na koniec to co najbardziej dało mi w kość. to porządki wokół szopki małej. czyli teren padoku i kurnika ;D ojej... tu to się namęczyłam. żeby nie powiedzieć nazapieprzałam... grabienie, wyrywanie korzeni tych lian i dzikich jeżyn, palenie śmietniska. wiem, wiem, że nie powinnam takich rzeczy palić... ale tego tyle tu było, że niestety tak było najłatwiej... był syf. a teraz już ładniej ;D

tak było... tych gałęzi już nie było, bo już je kiedyś spaliła, ale przyjrzyjcie się co było pod spodem... śmieci, śmieci, śmieci... fuj.

ale ogarnęłam to wszystko i teraz wygląda już tak. jestem tam jeszcze do roboty, ale już pierwszy szlif za mną ;D
 



wiem że razi jeszcze ta reklamóweczka na ostatnim zdjęciu, ale była głęboko zakopana a poza tym już nie miałam sił się z nią bojować.... :)



fajowo już cooooooo.....?




tralalala
tu narazie jest ściernisko, ale będzie moje małe Las Pegaz ;)


wjazd na posesję nr 2... i krawężniki

drugi wjazd na posesję mi się podoba. do niczego nie będę się czepiać :)




no poza jednym... nie mają w planie budowy krawężników! tzn tam jak widać gdzie się kończy po prawej ma być dziura, potem wjazd, znowu dziura, potem ten mój mój wjazd, i znowu dziura!!!!





oczywiście i ja i sąsiad narobiliśmy rabanu że nas będzie zalewać przy każdym mniejszym lub większym deszczu. no i kazali nam pisać pismo do zarządu dróg...
sąsiada oczywiście interesuje tylko ten mały kawałek przed jego domem. ale mnie to już całość...
no bo sami zobaczcie... działka leży na łuku - więc spadek drogi występuje na moją stronę.
do tego droga ma być jeszcze podwyższona, ja zostanę w dole. wszystko będzie ściekać i zalewać mi teren!


 


pismo napisane. w sprawie przesunięcia wjazdu i krawężników. w poniedziałek wysyłam i czekam na odpowiedź.

wjazd na posesję nr 1...

ahhhhh... ależ środa była dzika w wydarzeniach. koło południa dostałam telefon, że rozrysowali mi wjazd na posesję. ale plan jest tak lipny, że musiałabym sobie ten zjazd potem albo rozbierać, albo sama modyfikować!!

tu na zdjęciu pokazane już są dokładne słupki jak miałoby to przebiegać...


problem tkwił w 2 miejscach...

problem 1. ponieważ drogę mają podnieść, więc żeby zachować odpowiedni spadek zjazdu, całość musiałoby się zakończyć dosyć wysoko! jak spojrzycie jeszcze raz na to zdjęcie ze słupkami, to tam jest przymocowany sznurek. właśnie na takiej wysokości i ani grama niżej nie dałoby zrobić zjazdu. co to oznacza? że samochód musiałby się wspinać na schodek ;p

nie byłoby w tym może jeszcze nic złego, bo wszystko można jakoś zrobić, gdyby nie to, że mamy
problem 3: zbyt bliski podjazd pod garaż! z takiego położenia ni chu chu nie dałoby rady ani poprowadzić łagodniejszego spadku zjazdu, ani tak naprawdę wyrobić się samochodem na tym!

zdjęcia poniżej pokazują stan po zdemontowaniu słupków, z dwóch stron...


po rozmowach oczywiście z głównym kierownikiem budowy zaproponował mi budowę wjazdu gdzie indziej...




w sumie pomysł nie taki zły bo...


po 1. jak wjazd będzie dalej od przyszłego domu, to i będzie mi spokojniej... mniej hałasu od drogi, mniej kurzu. stary wjazd obsadziłabym jakimś żywopłotem i by było fajnie. tak zaciszniej.



po 2. w tamtej części jest mniejszy spadek terenu, więc wjazd byłby łagodniejszy,a  poza tym jest więcej miejsca, by go nawet z przyszłości załagodzić, poprzez jakieś tam bruki itp.
po 3. bliskość studzienki, a raczej coś co nią w planach miało być pozwoli mi na odprowadzanie wody z ulicy żeby mnie nie zalewało. na granicy drogi i wjazdu położyłabym sobie takie metalowe kratki, pod spodem wyłożyłabym to czymś po czym ta woda ściekałaby właśnie do tej studzienki.


hm?




środa, 12 marca 2014

leniwa niedziela... leniwy poniedziałek...



niedziela leniwa. w sumie nawet się nie przebierałam. chodziłam sobie tylko po terenie, rozmawiałam sobie z sąsiadem. użyczyłam im trochę ziemi na ogródek. tylko na ten rok, a w następnym zobaczymy...

w poniedziałek miałam "koniarza"-gościa. monia k. trochę mnie podbudowała ta wizyta. że moje plany jednak zmierzają w dobrym kierunku :)

i jak to ze mną bywa. niedzielne plany co do usytuowania ogrodu warzywnego spełzły na niczym. w poniedziałek zmieniła mi się już wizja... :P w końcu kobietą jestem :P

początkowo chciałam oprawiać ten odcinek gdzie wcześniej uprawiali ludzie. ale potem sobie pomyślałam, że przed sadem zrobiłabym sobie takie małe grządki. a teraz to już w sumie sama nie wiem :P chyba muszę się jeszcze z tym parę nocy przespać ;p



wtorek, 11 marca 2014

porządki na placu

sobota ambitnie... po pracy pojechałam szybko na ranczo. w planach miałam rozpalenie ogniska żeby popalić te sterty gałęzi. to po lewej na zdjęciu poniżej to właśnie sterta do podpalenia...



ale że gałęzie znowu nie bardzo chciały się palić, za to trawa wokół robiła się coraz bardziej sucha i bałam się o jej zapalenie, więc zaczęłam wygrabiać teren wokół ogniska. no i w ten sposób powstało zajęcie na cały dzisiejszy dzień... powygrabiałam zeschniętą trawę, co by odsłonić trochę ziemię. potem powycinałam jeszcze trochę tego sitowia i w ten sposób plac trochę przejaśniał...
na zdjęciach stan przed i po :)




no i tak ostatecznie przejaśniał ten kawałek. jak się uda, to może w przyszłym tygodniu znów spróbuję to wszystko spalić. no i powygrabiam dalej...



zdjęcie dzień po. tamte zdjęcia były już robione jak zaczynało się ściemniać. a to tu poniżej z niedzieli.


widać nawet ziemię ;D
i powiem tylko tyle, że w realu wygląda lepiej ;p więc musicie mi wierzyć na słowo ;p

niedziela, 9 marca 2014

niedzielne porządki i leniuchowanie... 2.03

niedziela minęła całkiem przyjemnie... trochę porobiłam, trochę się pobyczyłam. miałam ochotę, to pograbiłam, nie miałam-to sobie siedziałam i czytałam gazetę...


a z tego co miałam ochotę, to ogarnęłam trochę moją rabatkę na kwiatki - pozgrabiałam suchą trawę, poodsłaniałam roślinki. zdjęcie oczywiście robione w tym tygodniu i chłopaki podczas rozbierania altanki trochę mi trzciny znowu nanieśli. wiec wybaczcie... ale uwierzcie, że było gorzej zarośnięte ;p

 



dla porównania wstawiam co było na początku zeszłego roku ;D
w tym roku jednak pozbędę się trawy...!





poza tym poprzycinałam odrosty w płotku. no i obcięłam rosnący nieopodal krzak czarnego bzu. wiem, że to dobra roślina, ale znajdę dla niej miejsce gdzieś indziej...




poza tym siedziałam sobie, rozmyślałam... co, gdzie i jak zrobić...

ale tu będzie fajnie ;D

czwartek, 6 marca 2014

1 lutego - nadrabiam zaległości

heh... nie wiem jak to się mogło stać, ale zapomniałam z pracy aparatu, więc nie miałam jak porobić w weekend zdjęcia ;p

a dużo się na ranczu działo...:)

nie było za bardzo pogody na palenie patyków, więc zaczęłyśmy z mamą karczować te dziko rosnące jeżyny. pewnie okaże się, że to syzyfowa praca, bo jak tylko wiosna ruszy na dobre to i one odżyją, ale zawsze to już wygląda ładniej ;D



stan przed był mniej więcej taki....



a teraz wygląda to tak...

czyściej, co? :)

na koniec dołączył do nas jeszcze pan sąsiad, co mi pomaga i miał dopiłować resztę drzewek przy ulicy. tak, żeby już pomału oczyszczać teren...

no i w sumie niby tylko albo i aż tyle udało nam się zrobić z mamą w sobotę...


poniedziałek, 3 marca 2014

parapetowy warzywnik....

eh nooooo... opuszczam się trochę w relacjonowaniu postępu prac;/ postaram się nadrobić...

za to wstawiam zdjęcia moich dzieciaków ;D fajne już coooooooo......?????





a na zakończenie:


:)